Mikrobiogazownia to inwestycja wymagająca sporego kapitału. Nic więc dziwnego, że decyzji o jej budowie nie podejmuje się szybko. W przypadku Mateusza Seraszka przymiarki zajęły aż 10 lat. Czy było warto? Już po 8 miesiącach okazało się, że zdecydowanie tak, a mikrobiogazownia rozwiązała główny problem z jakim borykało się gospodarstwo – wysokie koszty prądu i gazu. Co więcej, dzięki niej pojawiły się też zupełnie nowe, nieoczekiwane możliwości.

Reklama

Głuchów w województwie wielkopolskim. Wieś, jakich wiele. Ciasna zabudowa, wśród której przeważają domy jednorodzinne. Jeden z nich otacza kilka budynków gospodarczych – w tym dwie obory. Wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, by zobaczyć resztę gospodarstwa. Jest okazałe i wyremontowane. Tam znajduje się trzecia obora. Dużo większa od reszty budynków. To właśnie przy niej stoi nowa mikrobiogazownia, jedyny taki obiekt w całej wsi.

Instalacja działa od czerwca 2023. Jej właścicielem jest Mateusz Seraszek, rolnik i hodowca bydła z pogłowiem liczącym 300 sztuk. Jego krowy produkują rocznie prawie 11 tys. litrów mleka/sztuka. Ta ilość w zupełności wystarczyła, aby mógł zainwestować w biogazownię o mocy 44 kW.

– Na inwestycję zdecydowałem się gdy rachunki za prąd znacząco wzrosły. Wiedziałem, że muszę uniezależnić energetycznie gospodarstwo – mówi Mateusz Seraszek.

Gospodarstwo liczy 400 ha, na których jest uprawiana pszenica, rzepak i kukurydza. Uprawy nie trafiają jednak do mikrobiogazowni. Jako wsadu rolnik używa wyłącznie gnojowicy.

– Do 2022 roku za energię płaciłem 15 do 17 tysięcy co dwa miesiące – wylicza i dodaje: – podwyżki cen spowodowały, że kwota ta wzrosła ponad dwukrotnie i nawet pomimo tarczy chroniącej przed wysokimi cenami prądu, kolejne rachunki sięgały nawet 40 tysięcy złotych. Tak duże koszty spowodowały, że poczułem potrzebę znalezienia własnego źródła prądu.

W związku z tym, że hodowca dysponował własną gnojowicą, wybór, z którego OZE skorzystać, był dla niego oczywisty. Padło na biogaz.

– Już 10 lat temu wraz z przedstawicielami firmy NATURALNA ENERGIA.plus miałem okazję zwiedzać belgijskie mikrobiogazownie – mówi Mateusz Seraszek.

Podczas zagranicznej wizyty dostrzegł potencjał płynący z korzystania z tego typu instalacji i jego przewagę nad innymi zielonymi źródłami energii. Bo to, co wyróżnia biogaz, to przede wszystkim stabilność pracy. Rolnik potrzebował jednak odpowiedniej stymulacji, aby rzeczywiście zdecydować się na tak duże przedsięwzięcie.

– Budowa biogazowni to najlepsza droga dla każdego hodowcy – przekonuje inwestor.

Tuż po rozruchu sprawność instalacji utrzymywała się na poziomie 70%, a teraz jest to już prawie 90%. Jak podkreśla, obecnie jego gospodarstwo jest w pełni niezależne energetycznie, a nawet dysponuje pewną ilością energii, którą może odsprzedać do sieci.

Nie tylko prąd

Budowa mikrobiogazowni zmieniła funkcjonowanie gospodarstwa. Niemal od razu po uruchomieniu spadły rachunki za prąd. Podobnie stało się z kosztami wynikającymi ze zużycia gazu, które, zanim uruchomiono mikrobiogazownię, wynosiły około 4 tysięcy zł (co dwa miesiące). Teraz nie ma ich wcale. Nowością w gospodarstwie jest także poferment. Rolnik używa go do nawożenia pól i jak podkreśla, w kontekście przykrego zapachu jest on dużo mniej uciążliwy niż gnojowica. Nie jest to jednak jedyne zastosowanie pofermentu.

Dodatkowo przechodzi on proces separacji, w którym rozdzielona zostaje frakcja płynna i stała. Pierwsza trafia do zbiornika na poferment, z kolei druga, mająca około 30% suchej masy, jest stosowana jako ściółka dla krów. Wcześniej w tym celu była wykorzystywana świeża gnojowica, która musiała być dodatkowo przygotowywana. Zastosowanie pofermentu skraca ten proces, ponieważ produkt jest praktycznie od razu gotowy do użycia.

Pojawiła się także inna zaleta płynąca z wdrożenia nowego rozwiązania – dużo wolniejsze nagrzewanie się ściółki, co wydłuża czas konieczny do wymiany podkładu.

Doświadczenie przychodzi z czasem

Biogaz często uważa się za najbardziej skomplikowane OZE. Powodem jest konieczność obsługi biogazowni. Przykład Mateusza Seraszka dowodzi jednak, że ta kwestia wcale nie musi utrudniać życia.

– Prowadzenie mikrobiogazowni nie jest trudne. Instalacja jest w zasadzie bezobsługowa, a wymaga jedynie doglądania czy funkcjonują pompy i silnik oraz czy nie dochodzi do ewentualnych wycieków. Robię to codziennie, a zajmuje to jedynie 10-15 minut – zapewnia rolnik.

Instalację można kontrolować także przez smartfona. Pan Mateusz ma w nim pełen przegląd bieżącej produkcji, może też z dowolnego miejsca, zdalnie wyłączyć urządzenie.

Główne prace związane z wymianą elementów eksploatacyjnych można wykonać samodzielnie. Co 800 roboczogodzin konieczna jest wymiana świec oraz oleju w silniku kogeneracyjnym. Taki proces zajmuje około godziny. Podobny czas trzeba przeznaczyć na okresową wymianę filtra węglowego. Pozostałe prace serwisowe leżą po stronie firmy NATURALNA ENERGIA.plus.

Główne koszty eksploatacyjne wynikają ze stosowania węgla aktywowanego, który ma za zadanie oczyścić biogaz z siarki bezpośrednio przed zatłoczeniem go do silnika. W ten sposób wydłuża się żywotność urządzenia. Siarka jest wstępnie eliminowana z mieszanki gazów już dużo wcześniej, bo jeszcze w trakcie podawania wsadu do komory fermentacyjnej. W tym celu do substratu dodaje się wodorotlenek żelaza. Pełni on istotną rolę, ponieważ usuwając siarkę, zapewnia lepsze warunki do wzrostu mikroorganizmów odpowiedzialnych za proces fermentacji. Węgiel aktywowany to – zdaniem rolnika – jeden z większych wydatków, jeśli chodzi o koszty eksploatacyjne. Stosowanie wodorotlenku żelaza i wstępne oczyszczenie, pozwala spowolnić proces zużywania droższego granulatu węgla.

– Na zawartość siarki w substracie ma wpływ ilość białka w diecie, jego pojawianie się jest nieuniknione, ponieważ ten składnik jest zwierzętom suplementowany w postaci śruty rzepakowej. Dbając o żywotność elementów instalacji i właściwy przebieg procesu, warto sięgać po sprawdzone sposoby na obniżanie zawartości siarki – mówi Adam Orzech, prezes firmy NATURALNA ENERGIA.plus.

Specjaliści z firmy NATURALNA ENERGIA.plus podkreślają, że jest kilka czynników, które odpowiadają za dobór rozmiaru instalacji. Tam, gdzie krowy dają dużo mleka jest równocześnie więcej biogazu. Żywienie zwierząt przekłada się na ilość i jakość wytwarzanego biogazu, a pewna zawartość siarki w składzie jest nieunikniona, jeśli dba się o odpowiedni poziom białka w diecie. Co więcej, czasem nawet przy mniejszym pogłowiu można pokusić się o instalację o większej mocy, jeżeli efektywność produkcji mleka jest na odpowiednio wysokim poziomie.

Czynnikiem warunkującym ilość produkowanego biogazu jest też faza laktacji. W początkowej fazie krowy trawią dużo słabiej, ale też więcej jedzą. To właśnie wtedy uzysk biogazu jest największy. W późniejszym czasie ilość zjadanego pokarmu się zmniejsza, w dodatku jest on lepiej przetrawiony, przez co ostatecznie produkcja biogazu jest niższa.

Dobrze działająca „maszyna”

Koszt budowy biogazowni o mocy 44 kW w gospodarstwie w Głuchowie wyniósł 2 mln zł. Udało się pozyskać na ten cel dotację z NFOŚiGW w wysokości 600 tys. zł. Miała ona jednak formę refundacji, co oznacza, że dopiero po zakończeniu budowy pieniądze zostały zwrócone na konto inwestora. W tej cenie zmieściły się wszystkie elementy instalacji, w tym m.in. płyta betonowa, kontener techniczny, zbiornik fermentacyjny, pompy, rurociągi, węzeł cieplny, oraz niezbędne elementy infrastruktury.

W portfolio firmy NATURALNA ENERGIA.plus instalacja w Głuchowie jest jedną z 75 realizacji w Polsce i 400 w Europie.

– Nasz produkt jest dojrzały i sprawdzony. Budujemy go w fabryce i dostarczamy do docelowej lokalizacji, gdzie składamy go na miejscu. Jest jak każda bardzo dobrze działająca „maszyna” – podkreśla Adam Orzech.

Chcesz wiedzieć więcej? Czytaj Magazyn Biomasa! Sprawdź poniżej:

Rynek biogazu i biometanu. Czytaj za darmo w internecie!

Tekst: Daria Lisiecka

Zdjęcia: Beata Szczepaiak, Joanna Mroczkowska

Newsletter

Newsletter

Bądź na bieżąco z branżą OZE