Kryzys na rynku biomasy agro z lat 2012-2013 doprowadził do zapaści tego sektora w Polsce. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych czasie sytuacja uległa zmianie. – Potencjał tego OZE nie będzie wykorzystany bez stabilnego prawa i systemu zachęt do upraw roślin energetycznych – mówi dr Jerzy Majcher, ekspert ds. energetyki, w rozmowie z Jolantą Kamińską.
Na łamach „Magazynu Biomasa” wielokrotnie pisaliśmy o biomasie agro – „złotym węglu” sektora energetycznego. Europa coraz wyraźniej dostrzega jej potencjał, co znajduje odzwierciedlenie m.in. w opublikowanej przez KE pod koniec listopada 2025 Strategii dla biogospodarki. Czy Polska nadąża za tym trendem?
Zdecydowanie nie. Mimo ogromnego potencjału, jesteśmy w europejskim ogonie wykorzystania biomasy agro. Czy jednak rzeczywiście Europa zmierza w kierunku możliwości stosowania biomasy jako paliwa pierwotnego w energetyce i ciepłownictwie? To jest duży znak zapytania. Uważam, że wspomniana Strategia pokazuje duży problem przeregulowania UE, tymczasem powinniśmy pozwolić Europie korzystać z jej naturalnych zasobów i rozsądnie je wspierać.

Co ma pan dokładnie na myśli mówiąc o przeregulowaniu? Czy odnosi pan to do mocno podkreślanej, w przypadku biomasy, kwestii zrównoważoności?
„Zrównoważenie” bywa deklaratywne. O równowadze trudno też mówić, jeśli bezkrytycznie rozwija się tylko dwie technologie – solarną i wiatrową – które ze względu na swoją zmienność powodują w systemie elektroenergetycznym ogromne koszty. Równowagi nie ma, a biomasa się w niej nie odnajduje.
Zwróćmy uwagę na regulacje dotyczące limitu emisji CO2, np. 550 g/kWh. Nie jest on przypadkowy. W praktyce łatwo spełnia go gaz ziemny, który jest paliwem kopalnym. Drewno pozyskiwane z lasów i spalane na potrzeby energetyki może być słusznie postrzegane jako ekologicznie nieakceptowalne, jeśli wiąże się z wylesianiem. W gospodarce leśnej trzeba jednak pamiętać, że drewno „użytkowe” to zaledwie część pozyskiwanej masy. Pozostałe 2/3 to m.in. gałęzie, obrzyny, kora – i tego nie możemy marnować.
W aKPEiK jest zapis o tym, że biomasy w energetyce za kilka lat powinno być ok. 370 PJ – co odpowiada blisko 25 mln t pelletu, ale trudno znaleźć tam informacje w jaki sposób może to być osiągnięte, w przeciwieństwie do innych OZE, które mają zagwarantowane finansowanie na 15-20 lat
Dlaczego pana zdaniem dziś marnujemy i tym samym nie wykorzystujemy ogromnego potencjału biomasy agro?
Warto wrócić do początków tego OZE w Polsce. Mieliśmy w kraju okres „zachłyśnięcia się” biomasą w energetyce zawodowej poprzez współspalanie. Wówczas był nacisk na wykazywanie udziału biomasy w strukturze spalania. Energetycy, chcąc spełnić wymagania, dodawali biomasę do węgla. To było psucie tego, co zaprojektowano, bo kotły są konstruowane i obliczane na określony rodzaj paliwa o konkretnej konsystencji, składzie i kaloryczności. Każda ingerencja w skład paliwa powodowała problemy eksploatacyjne. Ratowało to bilans „na papierze”, ale technicznie było trudne.
W przypadku biomasy agro jednym z poważniejszych problemów jest tzw. szlakowanie. Popioły z biomasy mają relatywnie niską temperaturę mięknięcia (zeszkliwiania), rzędu ok. 850–860°C, a kotły prowadzi się wyżej. To rodzi kłopoty. Biomasa agro ma też chlor, krzem i różne zanieczyszczenia. Są jednak techniczne sposoby ograniczania tych problemów np. przez dodawanie addytywów, które nie zmieniają kaloryczności, ale poprawiają właściwości popiołu, podnosząc temperaturę mięknięcia. Wtedy nie ma destrukcji kotła.
Te problemy sprawiają, że energetyka nie chce biomasy agro?
Nie powiedziałbym, że energetyka „nie chce biomasy agro”, ale jej wykorzystanie wiąże się z pewnymi trudnościami. Poza samymi kwestiami technicznego spalania biomasy, problemy mogą się też pojawić w kontekście stabilności dostaw. Z mojego punktu widzenia wpływa na to brak stabilności legislacyjnej.
Modyfikacje przepisów sprawiły, że rolnicy, którzy zainwestowali w uprawy roślin energetycznych, pozostawali z surowcem, ponieważ sektor energetyczny działał już według nowych zasad. To doprowadziło do bankructwa prawie 200 zakładów jej przetwarzania. Bez stabilnych przepisów nikt nie podejmie się upraw roślin energetycznych, a dziś tej stabilności po prostu nie ma. W dokumentach strategicznych polskiej energetyki biomasa, a zwłaszcza biomasa agro, pojawia się marginalnie.
Instalacje spalające biomasę – jedyna taka mapa w Polsce!
Są deklaracje, ale niewiele konkretów. To nie oznacza, że biomasa agro nie jest spalana. Są przecież przykłady jej wykorzystania, zwłaszcza słomy. Warto spojrzeć na np. OPEC Grudziądz i niektóre mniejsze miejscowości w Małopolsce. Mamy producentów kotłów, którzy oferują rozwiązania pod wielkie bele słomy – proste, ale konkurencyjne kosztowo. To często okazuje się bardziej opłacalne niż wygodne sięganie po paliwo przejściowe, czyli gaz.
Co w takim razie mogłoby przełamać bariery wykorzystania biomasy agro? Technologia, standaryzacja, organizacja?
Standaryzacja porządkuje podejście i jest potrzebna. Mamy np. standardy kotłów klasy 5, spełniające wymagania dyrektywy Ekoprojekt. Ale pojawia się inny problem: lista urządzeń akceptowanych w programach dotacyjnych. Jeśli urządzenia nie ma na liście, to często nie ma ekonomicznej motywacji, ponieważ nie ma dotacji. A dlaczego kotłów na biomasę agro nie ma na liście ZUM? To jest pytanie bez dobrej odpowiedzi.
Całą rozmowę przeczytasz w magazynie Biomasa i paliwa alternatywne:
Rozmawiała Jolanta Kamińska
Zdjęcie ilustracyjne: Shutterstock





































![Jak ograniczyć emisje CO2? [WIDEO] wychwytywanie CO2 AI](https://magazynbiomasa.pl/wp-content/uploads/2024/01/wychwytywanie_co2_ai-100x70.jpg)


