Choć początkowo zielone certyfikaty pobudziły rynek biomasy, dziś ich ceny są rekordowo niskie. Od 10 lat do systemu wsparcia nie wchodzą już nowe jednostki, a za 5 lat zostanie on całkowicie wygaszony. Historia zielonych certyfikatów była burzliwa i tak dotkliwa dla branży OZE, że mogła skończyć się zbiorowym pozwem o odszkodowanie od Skarbu Państwa.

Reklama

System wsparcia w postaci zielonych certyfikatów został uruchomiony w 2005 r. Ostatnie jednostki przystąpiły do niego w 2016 r., a w 2031 r. zostanie zupełnie zawieszony.

Zielone certyfikaty – kiedyś temat numer jeden

Zielone certyfikaty były pierwszym tego typu systemem wsparcia dla OZE. I – zdaniem Ministerstwa Klimatu i Środowiska – spełniły swoją rolę. – Zielone certyfikaty w początkowej fazie rozwoju OZE w Polsce przyczyniły się do istotnego wzrostu mocy zainstalowanej w OZE oraz do upowszechnienia technologii odnawialnych na rynku energii – wyjaśnia biuro prasowe MKiŚ. – Zgodnie z danymi Urzędu Regulacji Energetyki w okresie 2005-2015, a zatem w okresie, gdy dominującym systemem wsparcia był system świadectw pochodzenia, moc zainstalowana wzrosła o ponad 500% – z niecałych 1,2 GW do niemalże 7 GW – informuje resort.

Wsparcie w formie zielonych certyfikatów opiera się na tym, że na dużych odbiorców (operatorów sieci i energochłonny przemysł) nakłada się obowiązek ich kupowania w ilości określonej procentowo w drodze rozporządzenia. Obrót odbywa się na Towarowej Giełdzie Energii, przedmiotem sprzedaży są świadectwa pochodzenia wydawane przez prezesa URE wytwórcom energii elektrycznej z OZE.


JUŻ DZISIAJ ZAPISZ SIĘ NA FORUM ZIELONA GMINA 2026!


Na ceny zielonych certyfikatów oddziałują z jednej strony decyzje rządu, z drugiej – naturalny z punktu widzenia ekonomii mechanizm popytu i podaży. Wobec tego przez wiele lat poziom cen świadectw pochodzenia był dla branży OZE ogromnie istotny. Dziś jest inaczej.

– Jest to wymierające wsparcie ze względu na piętnastoletni okres pomocy, który w większości zielonych jednostek biomasowych produkujących energię elektryczną właśnie się kończy. Takich jednostek zostało już ok. 5-10%, a ich udział w ogólnej produkcji zielonej energii elektrycznej jest jeszcze niższy. Ze względu na skalę, temat niskiej ceny zielonych świadectw jest mało medialny i praktycznie nikt o tym nie wspomina – komentuje Bogdan Warchoł, dyrektor ds. zakupu drewna poużytkowego w Grupie Woodeco, ekspert branży biomasy.

Energia z biomasy za bezcen

System zielonych certyfikatów jest zamknięty dla nowych jednostek, a instalacje, które wciąż z niego korzystają, nie mogą dziś liczyć na istotne wsparcie finansowe. – Kotły energetyczne spalające biomasę są traktowane jako zeroemisyjne i nie muszą kupować ani rozliczać uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS. Do 2018 r. cena tych uprawnień była na tyle niska (ok. 10 EUR/t), że był to pomijalny element wsparcia biomasy. Obecnie cena emisji wynosi ponad 70 EUR/t, więc wsparcie kilkukrotnie wzrosło. Natomiast zielone certyfikaty OZE miały swoją świetność i kosztowały nawet w granicach 290 zł/MWh, ale aktualna cena to ok. 28 zł/MWh – mówi Bogdan Warchoł.

Poziom obowiązku umarzania zielonych certyfikatów na lata 2026-2028 wynosi 9% i został obniżony o 4% z ogłoszonych na początku 2026 r. 13%. Choć generalnie poziom umarzania ustala się na okres 3 lat, to istnieje wyjątek zapewniający większą elastyczność. – Minister właściwy do spraw klimatu w drodze rozporządzenia, w terminie do 31 sierpnia danego roku, może zmienić wielkość tych udziałów na kolejny rok lub lata kalendarzowe – wyjaśnia MKiŚ.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Biomasa:

Tekst: Daria Lisiecka
Zdjęcie: Mat. prasowe ENEA

Newsletter

Newsletter

Bądź na bieżąco z branżą OZE