Kwietne łąki ratują miasta i tereny wiejskie. Nie koś trawnika!

Nie koś trawy! Siej kwietne łąki! Zieleń miejska to wspólne dobro, które szczególnie dziś – w czasie suszy – należy pielęgnować. Dlaczego to takie ważne? Co dają kwietne łąki w miastach i na terenach wiejskich? O tym jak kosić mądrze, w rozmowie z prof. Andrzejem Brzegiem z Zakładu Ekologii Roślin i Ochrony Środowiska Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia Maria Rybicka.

Maria Rybicka: W związku z suszą zaczynają mnożyć się apele, by ograniczyć koszenie trawników. Mieszkańcy widzą, że ta trawa w mieście zaczyna rozpaczliwie wyglądać. Jaka jest różnica między skoszonym przy ziemi trawnikiem, a tą kwietną łąką, jaką pamiętam z dzieciństwa?

Andrzej Brzeg: Powiem tak: koszony bez przerwy przy ziemi trawnik oznacza koniec bioróżnorodności i praktycznie brak znaczenia ekologicznego. Tam nie uchowa się nic, a zniszczona zbyt częstym i niskim koszeniem – a dodajmy do tego suszę – trawa, jest pozbawiana aparatu asymilacyjnego, w związku z tym przestaje też wytwarzać tlen i pochłaniać dwutlenek węgla. To po prostu teren martwy.

Dla mnie trawnik – czyli ta skoszona niemal do ziemi „wykładzina” to określenie wręcz pejoratywne.

MR: Więc jak powinniśmy mówić?

AB: Łąka z dzieciństwa, którą pani wspomina, to zielony użytek, który kosiło się na siano. Lub może to było pastwisko, na którym pasły się krowy? Jest wreszcie murawa, czyli zbiorowisko roślin z dominacją niskich traw. Oczywiście rodzajów muraw jest bardzo dużo. Wszystkie wymagają pewnych zabiegów, na przykład koszenia czy podgryzania przez zwierzęta, bo jeśli to nie będzie robione, pojawią się najpierw zarośla, a w końcu las. Piękne murawy były tam na przykład, gdzie żyły dzikie króliki – gdy króliki wytępiono, tereny zaczęły zarastać.

MR: Murawa to brzmi jakoś staroświecko…

AB: Warto wiedzieć, że rodzajów łąk i muraw jest bardzo dużo. Przykładowo: murawy piaskowe, strzęplicowe, szczotlichowe, wrzosowiska, psiary…

MR: Psiary?

AB: To piękne murawy na jałowych, kwaśnych glebach. Porasta je bliźniczka psiatrawka, ładna, niebieskawo -zielona trawa z charakterystycznymi kwiatostanami w kształcie grzebyczków. Na pewno na marnej ziemi ładniejsza niż wysiany na siłę, ledwo żywy rajgras, któremu nawet podlewanie nie pomoże.

MR: Wiem, że na kampusie uniwersyteckim Morasko w Poznaniu powstaje projekt, w którym pan uczestniczy, aby właśnie ograniczyć koszenie i doprowadzić do powstania innego rodzaju ekologicznych terenów zielonych.

AB: Tak, choć teraz te prace przerwała pandemia. Na Morasku starannie strzyżono wysianą trawę, niekiedy dwa razy w tygodniu! Efekt był marny. Tam w większości są słabe ziemie i oczywiście rajgras nie chciał tam rosnąć. Tam chciała rosnąć murawa piaskowa, potrzebująca zdecydowanie mniej koszenia. Rajgras, jeszcze przy suszy i częstym koszeniu ginie i na jego miejscu robi się zielono, ale od…mchów. Ale są też na Morasku wilgotne miejsca z kawałkami łąki i kwiatami. Chcemy stworzyć mapę tych różnych miejsc i stosownie do nich zaprojektować postępowanie, czyli zróżnicowane zabiegi pielęgnacyjne.

MR: Rozumiem, że powstaną różne tereny zielone i że kosić będzie się rzadziej?

AB: Zdecydowanie rzadziej, a także później, niektóre nawet dopiero w czerwcu, by dać szansę dojrzenia i wysiania się pewnym roślinom.

MR: Czy taką „moraską rewolucję” da się zastosować w odniesieniu do terenów zielonych w miastach i na wsiach?

AB: Oczywiście. Sądzę, że najpierw trzeba rozpoznać co, gdzie rośnie i jak teren będzie użytkowany. W dużym parku czy między budynkami na osiedlach może powstać np. łąka z wyższymi trawami: tę kosić należy rzadko, może tylko dwa razy w roku, koniecznie zbierać pokos i raczej po niej nie chodzić. Pastwisko natomiast – może to być miejsce piknikowe – kosić częściej, ale przede wszystkim pozwalać tam ludziom chodzić, leżeć, piknikować. A murawy, najdziksze, dla danych warunków kosić najrzadziej. Niekiedy jest konieczność dosiania właściwych dla danego siedliska roślin.

MR: Kiedyś rosło samo, teraz trzeba dosiewać?

AB: Tak, strasznie zubożyliśmy zielone tereny. Brałem udział w międzynarodowym projekcie, w którym mieliśmy zbadać stare tereny osadnicze, czyli wsie: jak zachowała się w nich dawna struktura zieleni. Wyszło w badaniach, że dawne układy – przydroża, przypłocia czy przychacia zostały całkowicie wyeliminowane. Te popłochy, dziewanny, łopiany tak pięknie zdobiące na przykład przypłocia, zostały zastąpione przez ugór herbicydowy i pozbruki, a jeśli nawet jakaś roślinka zacznie tam rosnąć, gospodyni zaraz wyjdzie z nożykiem i ją usunie albo poleje herbicydem… Te chwasty przy płocie nie będą się podobać… To wymaga pewnego przestawienia estetyki, a więc intensywnej edukacji, pokazywania zarówno wielkiego pożytku, jak i piękna tych roślin.

MR: No tak, te chwasty wszak malował Wyspiański. Czy dziś malowałby pozbruk? Ale pokrzywy czy osty to bardzo niemiłe chwasty…

AB: A czy wie pani, że właśnie tylko na pokrzywie żeruje rusałka pawik czy rusałka admirał? To piękne motyle. Czy zwróciła pani uwagę, że dawniej spotykało się często wręcz roje motyli? A dziś – pojedyncze sztuki.

To koszenie i betonowanie powodują także wymieranie na niespotykaną skalę owadów. Jest w ogrodzie i miejsce na pokrzywę w formacji ziołorośli. Jeśli dobierzemy odpowiednie do siedliska rośliny i mądrze będziemy je pielęgnować – co jest znacznie oszczędniejsze niż ciągłe koszenie – to wyrosną bujnie i kolorowo. Może wtedy ludzie zobaczą, że to jest ładniejsze niż jednolity „trawnik”, często wyschnięty i łysy.

MR: Wynika z tego, że powinniśmy oprzeć się na rodzimych gatunkach, bo one najlepiej dostosowane są do klimatu.

AB: Najgorsze są rośliny inwazyjne. Nawłoć, która tworzy późnym latem żółte pola kwiatów, potrafi wyeliminować wszystkie inne rośliny. Na Morasku robiliśmy inwentaryzację roślin i okazało się, że 25% obszaru zajęła już właśnie nawłoć i orzechy włoskie. Kolczurka klapowana, tworząca owoce w kształcie kolczastych ogórków, którą ktoś sprowadził dla ozdoby, opanowuje doliny rzek, niecierpki, rdestowce…tych roślin inwazyjnych jest dużo.

MR: Jednym słowem zieloną rewolucję należy zacząć od ekspertyzy, choćby w zakresie ograniczonym do wybranych miejsc, natomiast ogólnie należy zdecydowanie kosić rzadziej, później i wyżej.

AB: Można w skrócie taką receptę zarządcom zielonych terenów podać.


DLACZEGO WARTO OGRANICZYĆ WYKASZANIE TRAW I WYSIEWAĆ ŁĄKI?


Karol Podyma, właściciel Kwietne Łąki

Ekstensywne formy utrzymania zieleni to nie tylko trend, ale konieczność. W dobie coraz silniej odczuwalnych skutków zmian klimatu trzeba szukać rozwiązań, które pozwolą je neutralizować. Wysokie temperatury, długotrwałe susze i ulewne deszcze w surowej przestrzeni miejskiej stanowią poważny problem dla mieszkańców, a administracja musi go rozwiązać.

Łąki kwietne mają tę zaletę, że działają niemal od razu – już w dwa miesiące od wysiewu można cieszyć się kwiatami. Jeśli właściwie przygotuje się łąkę, to inwestycja na długie lata, a koszt założenia jest porównywalny do trawnika. Między innymi dlatego łąki zyskują coraz większą rzeszę zwolenników, tak w miastach, jak w prywatnych ogrodach.

Chcesz wiedzieć więcej? Dlatego czytaj Zieloną Gminę.W internecie za darmo:

Inne wydania magazynu Zielona Gmina znajdziesz tutaj. Dlatego kliknij i sprawdź!

Artykuł ukazał się w majowym numerze „Zielonej Gminy”.
Zdjęcia: Kwietne Łąki, Natalia Podyma/panilaka.pl, Jolanta Kamińska

REKLAMA


 

This post is also available in: polski