Szczerości ciąg dalszy, czyli co dalej z biomasą…

Muszę zacząć od drobnego (?) uzupełnienia. Tuż po przesłaniu do druku mojego poprzedniego artykułu, uświadomiłem sobie pewien niedosyt szczerości. Szczerości wobec siebie i… no właśnie.

Muszę stwierdzić, że kilkuletnia batalia prowadzona w imieniu producentów i dostawców biomasy dla energetyki zawodowej, podobnie jak sama biomasa, wchodzi w fazę zaniku. Nasze Stowarzyszenie powstało na skutek zapaści rynku w latach 2012/2013. W tym okresie prężnie działały i rozwijały się zakłady produkujące wszelkiego rodzaju biomasę dla energetyki zawodowej. Rozwój ten był na rękę chyba wszystkim zainteresowanym, a przynajmniej wtedy nie słyszałem innych głosów (może poza lobby wiatrowym). Najprężniej rozwijającą się wówczas technologią było współspalanie, czyli najprościej mówiąc produkcja prądu z energii powstałej ze spalania węgla wraz z pelletem pochodzenia rolnego. Obowiązujące przepisy jednoznacznie nakładały na energetycznych wytwórców obowiązek spalania biomasy z 80 proc. udziałem tej pochodzącej z rolnictwa. Nie można oczywiście zapominać o biomasie leśnej, ale ta ze względu na jej stosowanie w instalacjach dedykowanych była jeszcze w nie najgorszej sytuacji. Czy było to idealne rozwiązanie ? Nie wiem, ale mam wrażenie, że spełniło pewną rolę, a teraz stało się niewygodne. Nikt takich perspektyw przedsiębiorcom i rolnikom inwestującym w przetwarzanie biomasy rolnej na paliwa nie przedstawiał. Tyle historycznego uzasadnienia, a jeśli idzie o te dzisiejsze…

Sprawa się gmatwa i czas chyba na kolejną szczerość. Środowiska związane z kółkami rolniczymi (to ci, którzy na naszych manifestacjach najbardziej krzyczeli?), jak i niektóre z tych naukowych, głośno krytykują spalanie biomasy jako proces prowadzący do degradacji gleb. Nie będę tu podejmował polemiki na ten temat, choć mam swoje zdanie, nie będę się doszukiwał przyczyn zjawiska, ale uświadomiłem sobie, że właśnie spora grupa tych poszkodowanych w wyniku zapaści produkcji biomasy rolnej, tych, w których imieniu również działamy, nagle znalazła się jakby po drugiej stronie. Czy aby, mości Panowie, nie popadamy w skrajność? Może warto przypomnieć tak ostatnio modne i nadużywane stwierdzenie o zrównoważonym rozwoju? Tak czy inaczej widzę, że pewna część naszych dostawców surowców jakoś sobie poradziła lub radzi. Oczywiście – natura nie znosi pustki i inne rynki zagospodarowują surowiec, a czy w myśl naukowych idei, pozostawię bez odpowiedzi. Tak więc mamy już prawie komplet problemów związanych z energetycznym stosowaniem biomasy rolnej. A biomasa w ogóle? No cóż, ta też się ma nie najlepiej. W naszej Zjednoczonej Europie coraz częściej mówi się o ograniczeniu wsparcia dla wytwarzania energii z biomasy i chyba coraz trudniej z tym dyskutować. Tylko czy w którymś z tych krajów (nie wspomnę o UK) wprowadzono choć ułamek przepisów obowiązujących dla biomasy w Polsce? Musimy głośno i wyraźnie zaznaczyć, że polski model wytwarzania energii z biomasy, choć obecnie w kompletnej rozsypce w mojej ocenie zasługuje na celujące noty. Nasze krajowe zasady kwalifikowania biomasy na cele energetyczne po pewnych uszczelniających poprawkach powinny być wzorem dla innych państw. W tym kontekście nie powinny budzić zdziwienia protesty społeczności francuskich, belgijskich czy nawet niemieckich, gdzie brak jest jakichkolwiek ograniczeń kierowania biomasy do kotła za publiczne pieniądze. Tam może i zasadne jest twierdzenie o spalaniu lasów. Gdyby w tych krajach wprowadzono zasady na wzór naszych – zapewne sytuacja byłaby inna. Gdyby unijni komisarze mieli pełną wiedzę na temat polskiej energetyki biomasowej, a nie rozpatrywali jej przez pryzmat swoich ojczystych doświadczeń – zapewne sytuacja byłaby inna. Niestety, problem leży dziś gdzie indziej. Negocjacyjni przedstawiciele naszego rządu mają inne zmartwienia. Tutaj najważniejszy jest węgiel, a biomasa ma jedynie wagę drobnego argumentu przetargowego i mam coraz głębsze przeczucie, że zostanie w myśl naszego węgla rzucona na pożarcie. Nadszedł więc czas na zastosowanie idei zrównoważonego rozwoju i cyrkularności produkcji, więc tak jak wspominałem w poprzednich artykułach, musimy przenieść nieco ciężaru zaangażowania w te biomasowe przestrzenie, które od ustaw, rozporządzeń, systemów wsparcia oraz obecnie obowiązującej mody są kompletnie niezależne. Rodzi się tylko pytanie, czy w tym procesie my, biomasowi przedsiębiorcy, możemy liczyć na jakąkolwiek pomoc?